Mdr 6,12–16; 1Tes 4,13–18; Mt 25,1–13

 

Kiedy pracowałem w Nagasaki spotkałem tam o. Zbigniewa, z zakonu Franciszkanów. Ojciec Zbigniew był Polakiem. Przepracował w Japonii, jako misjonarz blisko pięćdziesiąt lat i zmarł kilka lat temu. O. Zbigniew zaraz na początku Drugiej Wojny Światowej został aresztowany przez Niemców, którzy najechali na Polskę i od samego początku usiłowali całkowicie zniszczyć polską inteligencję. O. Zbigniew został aresztowany i posłany do obozu koncentracyjnego, tylko dlatego, że był kapłanem katolickim. Praktycznie całą Drugą Wojnę Światową spędził w obozie koncentracyjnym w Dachau. Kilkakrotnie opowiadał mi o tym, jak udało mu się przeżyć te lata.

 

Mówił, że od niechybnej śmierci, która spotkała wielu jego kolegów, znacznie mocniejszych od niego, uratował go sen. Pewnej nocy, w pierwszych miesiącach pobytu w obozie ujrzał we śnie Niepokalaną Maryję. Maryja nic nie mówiła, ale pod Jej stopami zobaczył napis: "Będziesz uwolniony w miesiącu maryjnym w 194.." O .Zbigniew bardzo chciał odczytać ostatnią literę, aby wiedzieć dokładnie, jak długo będzie musiał być w obozie. Niestety ostatnia litera nie była widoczna i ojciec Zbigniew nie dowiedział się, w którym dokładnie roku będzie uwolniony. Dlatego też czekał od maja do października, od października do maja.

 

W końcu został uwolniony w maju 1945 roku. O. Zbigniew powiedział, że gdyby we śnie zobaczył dokładną datę, i gdyby na początku wiedział, że będzie musiał czekać na wyzwolenie aż 5 lat, to na pewno nie przeżyłby. Zginąłby tak, jak większość jego kolegów. To, co trzymało go przy życiu to nadzieja, że już w następnym miesiącu maryjnym, czyli za pół roku będzie uwolniony. Wielu byłych więźniów obozów koncentracyjnych podkreśla tę prawdę, że obóz przeżyli nie ci, którzy byli najzdrowsi, czy też fizycznie najsilniejsi, ale ci, którzy mieli mocną nadzieję na wyzwolenie, i dzięki temu widzieli sens w walce o życie. Ci, którzy tracili nadzieję, tracili motywację do walki, tracili siły i szybko umierali.

 

*

Dzisiejsza Ewangelia poucza nas, że chrześcijanin jest człowiekiem oczekującym powtórnego przyjścia Chrystusa, czyli momentu, w którym Jezus przyjdzie w swojej chwale, zrealizuje w pełni swoje Królestwo i ostatecznie wyzwoli nas z wszelkich cierpień.

 

Wielu chrześcijan pragnie poznać dokładną datę Jego przyjścia. Niektórzy ludzie próbują nawet „odszyfrować” tę wiadomość z Pisma św. Jednak czy takie wysiłki mają sens? Czy ta znajomość dokładnej daty przyjścia Jezusa jest nam do czegokolwiek potrzebna? Jak zareagowaliby uczniowie Jezusa, gdyby Jezus powiedział konkretnie, że przyjdzie za dwa tysiące lub pięć tysięcy lat? Czy chrześcijaństwo istniałoby jeszcze?

 

Na szczęście Jezus nie powiedział konkretnie, kiedy przyjdzie w swojej chwale, a jedynie to, żeby się spodziewać Go w każdej chwili, żeby być przygotowanym na to spotkanie z Nim przez cały czas. Ta obietnica, oraz to wezwanie Jezusa jest dla chrześcijan źródłem wielkiej nadziei, jak również źródłem motywacją oraz siły do tego, aby żyć zgodne z nauką Jezusa i przez to ciągle przygotować się na spotkanie z Jezusem.

 

Obietnica nadejścia Jezusa w chwale jest bardzo ważnym źródłem siły koniecznej do wiernego kroczenia za Jezusem, ale obietnica ta nie jest dla nas jedynym źródłem siły. Jezus nie tylko obiecał, że powtórnie przyjdzie w chwale, ale obiecał także, że będzie z nami zawsze, aż do skończenia świata. Ponieważ Jezus jest z nami zawsze, możemy Go spotkać w każdym momencie.

 

Jednak pomimo tego, że Jezus jest zawsze z nami i zawsze możemy Go spotkać, nie możemy widzieć Jego postaci, ani nie możemy słyszeć Jego głosu. Ponieważ nie możemy ani zobaczyć, ani usłyszeć obecnego wśród nas Jezusa, możemy Go poznać, a w konsekwencji ukochać i przyjąć do swojego życie jedynie poprzez wiarę.

 

Jezus wspiera naszą wiarę swoim własnym Słowem, które jest zapisane w Biblii. Jezus wspiera nas również swoim działaniem w naszym życiu. Wspiera naszą wiarę także świadectwem ludzi, którzy poznali Jezusa oraz znakami, jakimi są Sakramenty. Jednak dopiero, kiedy zaufamy Jezusowi, kiedy zdecydujemy się na pójście za Nim, czyli na życie zgodne z Jego nauką bez całkowitej pewności, nasza wiara, ale także nasza miłości i nadzieja zaczną wzrastać, a co najważniejsza nasza więź z Jezusem zacznie pogłębiać się.

 

Dopiero wtedy, gdy będziemy napełnieni taką żywą wiarą, miłością i nadzieją będziemy w stanie wiernie, aż do samego końca oczekiwać na powtórne przyjście Jezusa, na moment, w którym zrealizuje On wszystkie swoje obietnice, na moment, w którym nasza miłość do Jezusa, nasza więź z Jezusem będzie udoskonalona.

 

Gdy będziemy napełnienie taką żywą wiarą, nadzieją i miłością, nasze oczekiwanie na ostateczne przyjście Jezusa nie będzie bierne, ale będziemy starali się pomóc innym ludziom w poznaniu Jezusa, aby także oni zostali napełnieni wiarą, nadzieją i miłością.

 

Jeżeli nie będziemy kalkulować tego, czy życie w wierze, nadziei i miłości opłaca się nam, ale z wdzięcznością za dary, które otrzymaliśmy od Pana i z wielką hojnością będziemy dzielili się nimi z innymi ludźmi, to możemy być pewni, że będziemy tymi darami coraz obficiej obdarowywani, a właściwie będziemy w stanie przyjąć te dary coraz obficiej, ponieważ Bóg zawsze daje nam więcej niż potrafimy przyjąć, i na pewno nigdy nie zabraknie nam ani wiary, ani nadziei, ani miłości.

 

Módlmy się o to, abyśmy poprzez życie w miłosnej więzi z Jezusem przygotowali się na Jego ostateczne przyjście, ale także, abyśmy zawsze dzielili się darem wiary, nadziei i miłości z innymi ludźmi.

HOMILIE

Odsłon artykułów:
23512