Iz 25,6-10a; Flp 4,12-14,19-20; Mt 22,1-14

 

Zarówno w Starym jak i Nowym Testamencie uczta jest obrazem uczestniczenia w radości samego Boga, miłosnego obcowania z Bogiem, czyli największego szczęścia człowieka, celu, dla którego człowiek został stworzony.

Zawarcie przymierza z Izraelitami i uczynienie z nich swojego ludu było elementem realizacji tego pragnienia Boga. Pomimo tego, że naród wybrany był bardzo często niewierny przymierzu, poprzez swoich proroków Bóg obiecywał doskonałą realizację swojego pierwotnego pragnienia. W rzeczywistości, poprzez swoje wcielenie, śmierć, zmartwychwstanie i wniebowstąpienie Syn Boży Jezus Chrystus umożliwił każdemu człowiekowi uczestniczenie w „weselnej uczcie” Syna Bożego, czyli nawiązanie miłosnej relacji z Bogiem i życie w miłości, pokoju i radości Boga w sposób częściowy już tutaj na ziemi, a po śmierci w sposób doskonały.

Niestety dla wielu ludzi taka możliwość jest zbyt abstrakcyjna i od początku odrzucają zaproszenie Jezusa, wybierając to, co na podstawie własnego doświadczenia lub doświadczenia innych ludzi uznali za pewne środki zdobywania „konkretnego” szczęścia. Niestety także wielu ludzi, którzy początkowo uznali ułudę polegania na rozmaitych dobrach tego świata i traktowaniu ich, jako środki do zdobycia szczęścia oraz przyjęli zaproszenie Jezusa, odchodzą od Niego i powracają do starego sposobu życia.

Pomimo tego, że Jezus dokonał dzieła odkupienia i umożliwił ludziom przyjęcie miłości Boga i życie w tej miłości, także ludzie, którzy przyjęli ten dar, doświadczają różnego rodzaju zła i cierpienia. W prawdzie Jezus bardzo wyraźnie i wielokrotnie mówił o tym, że także Jego uczniowie będą mieli udział w cierpieniach tego świata, ciągle wielu ludzi bezpodstawnie sądzi, że wraz z uznaniem Jezusa za Zbawiciela świata i przyjęciem chrztu, będą jakoś szczególnie chronieni przez Boga i już nigdy nie doświadczą żadnego nieszczęścia, żadnego cierpienia, że wszystko będzie układało się po ich myśli. Gdy jednak wbrew temu oczekiwaniu doświadczą jakiegoś zła, czują się zawiedzeni i szukając sposobów uniknięcia cierpienia poza Jezusem, poza Bogiem, odchodzą od Jezusa, rezygnują z uczestniczenia w „weselnej uczcie Syna Bożego”.

Oczywiście tego rodzaju poszukiwania są całkowicie bezsensowne, ponieważ nic, ani nikt nie jest w stanie tu na ziemi zapewnić człowiekowi życia całkowicie pozbawionego wszelkiego cierpienia. Jak długo człowiek żyje na tym świecie, tak długo będzie doświadczał większego lub mniejszego cierpienia. W prawdzie istnieje wiele możliwości znieczulania bólu, to jednak poleganie na tych środkach jest bardzo kosztowne. Człowiek, dla którego unikanie, a przynajmniej znieczulanie bólu ludzkiej egzystencji jest najważniejszą sprawą w życiu, i to przekonanie używa, jako podstawowe kryterium swoich wyborów i decyzji, stopniowo staje się całkowicie niezdolny do miłości. Nawet, jeśli ten człowiek nie jest tego świadomy, odrzuca zaproszenie Boga do uczestnictwa w Jego miłości i skazuje siebie samego na wieczną samotność, na wieczne cierpienie. Taki wybór przypomina odrzucenie rokującej duże nadzieje terapii i poprzestanie jedynie na środkach znieczulania bólu.

Życie chrześcijańskie, nie jest sposobem na uniknięcie cierpienia. Jednak dzięki wierze, miłości i nadziei, każdy chrześcijanin, podobnie jak św. Paweł, jest w stanie żyć zgodnie z pragnieniem Boga w każdej sytuacji, czyli jest w stanie zawsze kierować się miłością zarówno w pomyślności, jak i niepomyślności, w bogactwie oraz biedzie, w chorobie oraz w zdrowiu. Poprzez takie życie chrześcijanin może zawsze, niezależnie od swoich doświadczeń pogłębiać jedność z Bogiem i zbliżać się do pełnego uczestniczenia w nieskończonym szczęściu samego Boga.

Módlmy się, aby jak najwięcej ludzi przyjęło zaproszenie Boga do miłosnej relacji, a ci, którzy już przyjęli to zaproszenie byli wierni otrzymanej łasce i poprzez życie w miłości w każdej możliwej sytuacji zbliżali się do doskonałej i wiecznej jedności z Bogiem oraz przekazywali zaproszenie Boga innym ludziom. 

HOMILIE

Odsłon artykułów:
22388